Prawdziwa Ginny Moon

GINNY jest bystra odważna i szczera do bólu. I ma autyzm. Świat oczami autystycznej nastolatki we wzruszającej powieści Benjamina Ludwiga. 

Product ID: 2202
Udostępnij:
Kup Teraz 

Opis

13 września 2017 roku nakładem wydawnictwa HarperCollins ukazała się powieść Prawdziwa Ginny Moon autorstwa Benjamina Ludwiga. To historia nastoletniej Ginny, która przez większość życia szukała ciepła i miłości w różnych rodzinach zastępczych. W chwili, gdy wydaje się, że wreszcie znalazła bezpieczny dom, odnajduje się jej biologiczna matka.

Książka utrzymana jest w narracji pierwszoosobowej, co pozwala czytelnikowi na poznanie rzeczywistości z perspektywy osoby z autyzmem.

Ginny skupia się na detalach, nie lubi, gdy wytrąca się ją z dziennej rutyny, nie rozumie, dlaczego ludzie zachowują się tak, a nie inaczej. Jest równocześnie niesamowicie szczera i błyskotliwa.

Wyśmienity debiut Ludwiga jest z jednej strony świetną opowieścią o dorastaniu, z drugiej zaś – historią, która porusza problemy rodzinne. Autor bezbłędnie nakreślił wyjątkowo oryginalną postać, jaką jest Ginny.

Publishers Weekly

Pouczająca, przykuwająca uwagę, wzbudzająca ciepłe uczucia i niezapomniana powieść. Wciąga bez reszty.

Booklist

Fragment książki

GODZ. 14:27

ŚRODA, 8 WRZEŚNIA

Podczas czwartej lekcji, kiedy mieliśmy naukę o społeczeństwie, do klasy weszła pani Lomos. Jest szkolnym psychologiem. W uszach nosi duże koła, a na twarzy ma grubą warstwę makijażu.

Twoi rodzice przyjdą do szkoły na rozmowę – powiedziała. – Potem razem wrócicie do domu. Chcą, żebyś wzięła udział w spotkaniu, więc po popołudniowych ogłoszeniach i dzwonku zostań w sali numer pięć z panią Daną. Możesz zacząć odrabiać lekcje. W odpowiedniej chwili cię zawołają.

A więc teraz jestem w sali numer pięć, gdzie zwykle przychodzę na naukę czytania i pisania z innymi dziećmi specjalnej troski. Bo ja mam autyzm i zaburzenia rozwoju. Nikt mi wczoraj nie mówił, że dziś ma się odbyć jakieś spotkanie. Domyślam się, że chodzi o elektroniczne plastikowe dziecko.

Pani Dana ma dyżur przy autobusach. Widzę ją przez okno. W pomarańczowej kamizelce stoi przy autobusie numer siedemdziesiąt cztery. To właśnie mój autobus. Tuż za nim i przed nim stoją inne autobusy. Wsiadają do nich uczniowie, którzy czekają w długich rzędach. Natomiast wszystkie dzieci, które uprawiają sport, przygotowują się na korytarzu do treningu. Alison Hill i Kayla Zadambidge już sobie poszły. Też razem ze mną i Larrym chodzą do sali numer pięć.

Autobusy zazwyczaj odjeżdżają o drugiej trzydzieści, ale trzy minuty to za krótko, żebym zdążyła wejść do internetu. Przez długi czas próbowałam to robić sama, ale nie wolno mi korzystać z internetu bez nauczyciela. Pewnego razu, gdy mieszkałam z Carlą i Mikiem, wsadziłam laptop Carli pod sweter i zabrałam go do szafy. Właśnie wpisywałam w Google’u „Gloria LeBla”, kiedy drzwi się otwarły i Carla mnie znalazła. Zabrała laptop, a gdy się podniosłam, napadła na mnie i zaczęła się wydzierać.

Potwornie się wtedy przestraszyłam. Naprawdę potwornie.

Innym razem, kiedy pisałam w szkole pracę o dzikich kotach, spróbowałam wpisać w Google’u „Gloria przeważnie sprzedaje koty rasy maine coon”, ponieważ tak właśnie zarabia pieniądze. Niestety nauczycielka mnie na tym przyłapała, więc kiedy przyszłam do tej nowej szkoły przy Niebieskim Domu, moi nowi Na Zawsze Rodzice powiedzieli, że już nie będę mogła korzystać z internetu, bo chcą mnie chronić. Potem Maura dodała, że oboje z Brianem mnie kochają, a internet jest niebezpieczny. W rzeczywistości chciała powiedzieć:

– Nie jest bezpieczny, ponieważ szukasz tam Glorii – chociaż tej ostatniej części zdania nie dodała.

Na Zawsze Mama ma rację, bo Gloria wróciła do mieszkania, a tam jest moja Lalka. Nie wiem tylko, w jakim mieście jest to mieszkanie. Muszę jednak wiedzieć, czy znalazła Lalkę, czy może już było za późno. Jeśli się nie spóźniłam, muszę ją szybko wyjąć z walizki i znowu się nią dobrze zająć, bo Gloria czasem wyjeżdża na bardzo, bardzo długo. A w dodatku przychodzi do niej wielu mężczyzn. Poza tym wścieka się i bije. No i jeszcze jest Donald, kiedy akurat przebywa w mieście.

– Naprawdę żałuję, że nie mogę przychodzić tu częściej – powtarzała Crystal przez C, gdy jej opowiadałam, co robi Gloria. – Staraj się jak najlepiej dbać o Lalkę, tak jak prosi cię mama. Lalka zawsze będzie twoim dzidziusiem bez względu na to, co się stanie.

Opuszczam swój mózg i zaczynam skubać palce.

Do sali wchodzi Larry. Kładzie plecak na ławce, opiera kule o ścianę i siada. Kule Larry’ego są przymocowywane do ciała i dlatego wygląda w nich jak konik polny. Larry ma brązowe włosy i piwne oczy. Moje oczy są zielone. On bez przerwy podśpiewuje i nie lubi matematyki tak bardzo jak ja.

Cześć, dziecinko – mówi.

Larry, ja nie jestem dzieckiem – prostuję. – Mam trzynaście lat. Naprawdę tego nie pamiętasz? To takie nużące.

Nużące znaczy, że powtarzasz coś ciągle i ludzie zaczynają się denerwować. Zupełnie jak wtedy, gdy Patrice mówiła, że gdy mieszkałam z Glorią, sama byłam trochę jak Lalka. Powtarzała to zawsze, kiedy usiłowałam jej wytłumaczyć, że muszę pójść sprawdzić, co się dzieje z Lalką, a ona w ogóle nie rozumiała.

Larry rozkłada ramiona i ziewa.

Ludzie, ale jestem zmęczony. To był bardzo ciężki dzień – mówi. – Muszę czekać, aż przyjdzie po mnie mama. Idziemy do mojej siostry na trening siatkówki.

Czekając na nią, powinieneś odrabiać lekcje – informuję go, bo tak mi powiedziała pani Lomos. Wyjmuję książkę do nauki czytania i otwieram na stronie pięćdziesiątej siódmej, gdzie jest wiersz Edgara Allana Poe.

Nie – odpowiada Larry. – Zajrzę do Facebooka. Wczoraj założyłem konto.

Podnosi się, wsuwa ręce w uchwyty kul i idzie do komputera. Odprowadzam go wzrokiem.

Masz Facebooka? – pyta, kiedy dociera do komputera. Nie odwraca się do mnie, tylko zaczyna pisać.

Spuszczam wzrok na dłonie.

Nie.

W takim razie, dziecinko, musisz sobie założyć konto. – Spogląda na mnie. – Chodź, pokażę ci. Każdy spoko dzieciak tam jest, czaisz? – Larry ciągle mówi „czaisz?”. Myślę, że to po prostu takie wyrażenie.

Nie wolno mi korzystać z internetu bez dorosłych – wyjaśniam.

Fakt. Pamiętam – odpowiada. – Dlaczego rodzice ci nie pozwalają?

Bo w internecie jest Gloria.

A kim jest Gloria?

Gloria to moja rodzona mama. Kiedyś z nią mieszkałam.

I więcej już nic nie mówię.

Łatwo ją znaleźć? – dopytuje Larry.

Nie. – Kręcę głową. – Próbowałam ją odnaleźć trzy razy, kiedy byłam w różnych rodzinach zastępczych, ale ciągle ktoś mi przerywał.

Możesz powtórzyć, jak się nazywa?

Gloria. – Zaczynam się podnosić. Jestem podekscytowana, bo czuję, że Larry chce mi pomóc.

Gloria i co dalej?

Pochylam się do przodu i patrzę na niego ponad okularami. Odgarniam włosy, ale zaraz z powrotem opadają mi na twarz. Żałuję, że nie mam frotki.

Gloria LeBlanc. – Minęło sporo czasu od chwili, gdy ostatni raz wymawiałam to nazwisko. Ponieważ tak się kiedyś nazywałam. To trochę tak, jakbym zostawiła gdzieś prawdziwą Ginny w chwili, gdy zamieszkałam z Na Zawsze Rodzicami. To znaczy z Brianem i Maurą Moonami. Teraz nazywam się Ginny Moon, ale wciąż są we mnie elementy tamtej autentycznej Ginny. Jednak w zasadzie jest tak, jakbym stała się prawdziwą Ginny Moon.

O autorze


Benjamin Ludwig
to wieloletni nauczyciel literatury i kreatywnego pisania. Niedługo po ślubie wraz z żoną stali się rodzicami zastępczymi autystycznej dziewczynki. To właśnie jego córka, a także długie rozmowy z rodzicami innych dzieci z autyzmem, zainspirowały go do napisania jego pierwszej powieści Prawdziwa Ginny Moon.

Tytuł: Prawdziwa Ginny Moon

Tytuł oryginału: The original Ginny Moon

Autor: Benjamin Ludwig

Gatunek: powieść obyczajowa

ISBN: 978-83-276-2616-5

Dodatkowe informacje

Autor

Benjamin Ludwig

Wydawnictwo

Harper Collins

Opinie

Na razie nie ma opinii o produkcie.

Napisz pierwszą opinię o “Prawdziwa Ginny Moon”